Hokej na ŚwiecieRozgrywki reprezentacyjneWywiadyArkadiusz Matuszak: możliwość występów z orzełkiem na piersi była zawsze na pierwszym miejscu

2020/06/08by Mateusz Gotz

 

Arkadiusz Matuszak po 30 latach kariery hokejowej i piętnastu, spędzonych w najmocniejszej lidze świata, ogłosił decyzję o zakończeniu kariery hokejowej w roli zawodnika. Zapraszamy do wywiadu z bramkarzem reprezentacji Polski.

 

– Ogłosiłeś właśnie zakończenie kariery zawodniczej. Gdy zaczynałeś w 1990 jakie były Twoje hokejowe marzenia? Nie przypuszczałeś pewnie, że tak mocno zakorzenisz się w Holandii…

– Witam. Dokładnie, po trzydziestu latach gry przyszedł czas na zakończenie przygody jako zawodnik. Kiedy w 1990 roku nasz ówczesny nauczyciel WFu w SP39 w Poznaniu, Pan Andrzej Tomczak rozpoczął zajęcia hokeja w naszej szkole nie wiedziałem, że tak mnie ta dyscyplina wciągnie. Szybko się okazało, że najbardziej pasuje mi pozycja bramkarza. Z salki szkolnej przenieśliśmy się na boisko Pocztowca na Rocha i tam z całą grupą chłopaków z naszej szkoły jeździliśmy na treningi.  Do grupy wildeckiej doszli też m.in. Krzysztof i Darek Rachwalscy, Bartek Głodowski czy Sebastian Władysiak którzy mieli w swoich rodzinach tradycje hokejowe. Z czasem zaczęliśmy odnosić sukcesy w kategoriach juniorskich i stanowiliśmy zgraną paczkę. W 1993 roku do Poznania na świeżo wybudowane boisko przy Promienistej zagościł turniej Interkontynentalny podczas którego mogliśmy podziwiać zawodników z całego świata. Możliwe, że właśnie wtedy jeszcze bardziej się wkręciłem w hokej. Oprócz swoich rozgrywek zawsze jeździliśmy na mecze pierwszej drużyny Pocztowca i podglądaliśmy starszych. W 1998 roku po zakończeniu wieku juniora jako jeden z nielicznych zostałem zaproszony przez trenera Zbyszka Rachwalskiego na treningi seniorów. To była wówczas w pełni zawodowa drużyna, więc po pewnym czasie zaproponowano mi stypendium, a następnie etat. Skorzystałem z tej okazji i trenowałem przy boku Pawła Sobczaka i Jarka Brussy. Powoli dostawałem swoje szanse w meczach. W między czasie zaczęły się też powołania do młodzieżowych kadr narodowych, a w 2003 dostałem powołanie do seniorskiej reprezentacji i zostałem w niej aż do 2016 przeżywając niezapomniane chwile przy boku niesamowitych ludzi.

Mój wyjazd do Holandii stał się możliwy dzięki moim występom podczas Mistrzostw Europy w Lipsku w 2005. Podczas turnieju do Darka Kurca ówczesnego kierownika drużyny zgłosił się klub Laren z zapytaniem o mnie. Zaczęliśmy wtedy rozmowy, które szybko przerodziły się w konkretną ofertę. Zareagowałem oczywiście mega pozytywnie na możliwość wyjazdu (choć po mimo kilku rozegranych wraz z Pocztowcem turniejach w Holandii nie znałem akurat tego klubu). Gra w najsilniejszej hokejowej lidze świata była na wyciągnięcie ręki. Pocztowiec również nie miał nic przeciwko mojemu wypożyczeniu na rok, w końcu była to szansa rozwoju. Było wtedy jedno ale… Miałem na AWFie kilka zaległych egzaminów do zdania, aby zamknąć 2gi rok studiów. Na szczęście po powrocie z Niemiec udało się je zdać i złożyłem podanie o urlop dziekański. Kilka dni później byłem już w Holandii. Od samego początku chłonąłem jak najwięcej bo w końcu miałem być tu jeden sezon. Uczyłem się języka angielskiego (bo na co mi miał być później potrzebny holenderski J ). Poza tym w tamtym składzie mieliśmy bardzo międzynarodowe towarzystwo (5ciu Argentyńczyków i dwóch hiszpanów). Niestety nasze niedoświadczenie i młody skład poskutkowało spadkiem do drugiej ligi. Najwidoczniej nie była to wina bramkarza bo Laren zaproponowało mi kontrakt na kolejny sezon. Drugi urlop dziekański, zgoda Pocztowca i przygoda trwała nadal. Do tego przyjazd do Holandii mojej narzeczonej i rozpoczęcie przez nią studiów na uniwersytecie w Amsterdamie oraz dołączenie do drużyny kolejnego Polaka Mirka Juszczaka pomogły też mentalnie. Po roku na zapleczu Hoofdklasse udało się awansować, więc pojawiła się propozycja nowej umowy. Można powiedzieć że żyliśmy tak z sezonu na sezon, ale bardzo się cieszę że tak się wszystko potoczyło i na pewno nie żałuję podjętej 15 lat temu decyzji.

– Przez lata kariery spotkałeś na pewno mnóstwo osób, które w taki czy inny sposób wywarły wpływ na Twój rozwój. Kogo wspominasz najbardziej?

– Zacznijmy od tego że na przestrzeni tych trzydziestu lat grania trudno będzie wymienić wszystkich ludzi których poznałem i z którymi spędziłem więcej lub mniej godzin na boiskach lub poza nimi, ale na pewno żadnej nie zapomnę. Jeśli chodzi o wpływ na mój rozwój to na pewno trzeba tutaj jeszcze raz wspomnieć moich trenerów z Pocztowca czyli Andrzeja Tomczaka i Zbigniewa Rachwalskiego, bo dzięki nim się wszystko zaczęło. Następnie trener Jerzy Jóskowiak który powołał mnie do kadry seniorów. Kolejni trenerzy czy to kadrowi (Maciej Matuszyński, Bas Dirks, Karol Śnieżek), czy też klubowi (m.in. Roelant Oltmans, Christiaan Cavallet, Bart Looije, Bas Bogaard) którzy na mnie stawiali również należą się słowa podziękowania. W drużynach których grałem miałem możliwość występowania przy boku światowej klasy zawodnikom od których uczyłem się czasami innego spojrzenia na hokej. Również rywalizacja o miejsce w bramce w kadrze z Mariuszem Chyłą, Marcinem Trzaskawką, Łukaszem Domachowskim, Maciejem Pacanowskim czy w klubie m.in. z Salmanem Akbarem powodowały stały progres w rozwoju i chęć bycia lepszym.

Jeśli chodzi o rozwój to jest jeszcze jedna ważna kwestia, której na pewno nie można pominąć podczas gry na pozycji bramkarza. Tą postacią jest trener bramkarzy. Ja na swojej drodze miałem to szczęście że trafiłem pod skrzydła dwóch najlepszych w swoim fachu. Od początku mojego pobytu w Holandii uczyłem się (mogę tak śmiało powiedzieć ponieważ w Polsce robiliśmy to trochę na czuja i uczyliśmy się od siebie nawzajem) od Barta van Gaalen’a, a następnie trenowałem pod okiem Simona Zijp’a. Są to osoby z którymi spędziłem mnóstwo godzin i przelałem litry potu aby dążyć do bycia lepszym bramkarzem.

– Od 15 lat reprezentowałeś barwy holenderskich klubów. To dużo czasu, aby wyrobić sobie w Holandii markę, co Ci się udało. Patrząc na media społecznościowe, Holendrzy bardzo ciepło Cię żegnają, po ogłoszeniu końca kariery zawodniczej. To chyba miłe?

– Nie chyba, ale na pewno jest to bardzo miłe. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się takiej ilości reakcji, wiadomości oraz telefonów jakie dostałem w ostatnich godzinach. Z drugiej strony przez te kilkadziesiąt lat grania trochę ludzi miałem zaszczyt poznać i najwidoczniej zapadłem wielu w pamięci (u większości chyba pozytywnie. Z tego miejsca chciałbym jeszcze raz wszystkim podziękować za miłe słowa.

Zawsze starałem się być sobą i zarażać swoją pozytywną postawą na boisku jak i poza nim, a dodatkowo przekazywać swoją wiedzę innym. W pamięci mam wiele wspaniałych wspomnień, ale również tych gorszych które są oczywiście nieodłączne w sporcie. Fajnie że znajomi teraz wracają do nich i piszą mi wiadomości o sytuacjach ze mną związanych!

– W Polsce Twoim klubem numer jeden z oczywistych względów był Pocztowiec Poznań. Z którym klubem holenderskim związałeś się najmocniej?

– W Holandii reprezentowałem barwy trzech klubów. Pierwsze 4 lata grałem w Laren. To okres sporej nauki, rozwijania się i poznawania języka, kraju i oczywiście hokeja. Tutaj zacząłem też pracować jako trener drużyn juniorskich oraz bramkarzy. Następnie nadszedł okres dziewięciu lat w Schaerweijde, które jak się okazało było, jest i będzie moim drugim domem. Przechodząc do tego klubu uznawany byłem już jako doświadczony zawodnik który miał pomóc w upragnionym przez wszystkich awansie do Hoofdklasse. W drugim sezonie udało się tego dokonać (przed moim przyjściem Schaerweijde bez sukcesu grało bodajże 4 lata z rzędu w play off), a dzień 18 maja 2011 chyba nikt w Zeist nigdy nie zapomni. To wtedy wygraliśmy w rzutach karnych z Hurley (w trzecim decydującym meczu) i awans stał się faktem. Środowy wieczór przeciągnął się wtedy aż do końca tygodnia ;).  Można powiedzieć że w Schaerweijde byłem świadkiem stawania się coraz to bardziej profesjonalnego klubu, którego mottem jest „familijny klub z ambicjami”. Przez wszystkie lata gry w tym klubie działałem czynnie jako trener oraz dołożyłem swoją cegiełkę w pracy z bramkarzami. To chyba przez to, że do dziś spędzam praktycznie każdy dzień w tym klubie stałem się jeszcze bardziej rozpoznawalny pośród dzieci oraz ich rodziców którzy tłumnie przychodzili na nasze mecze i dopingowali naszą drużynę. Ukoronowaniem mojego wkładu w rozwój klubu zostałem oznaczony oznaką członka honorowego.

Po zakończeniu gry w Schaerweijde zastanawiałem się nad zakończeniem gry, ale jak dostałem propozycję z sześciu różnych klubów to stwierdziłem że „stary, ale jeszcze może” i przede wszystkim chce J. Ponieważ mieszkam w Zeist zdecydowałem się przejść do drugiego w tym miasteczku klubu, Phoenix. Jest to klub o zupełnie innej polityce i podejściu. Oczywiście trenuje się i gra tutaj jak najbardziej poważnie, ale ambicje i presja klubu na wynik nie jest tak duża jak po drugiej stronie Zeist (Schaerweijde). Muszę przyznać że na początku musiałem się przyzwyczaić do tego podejścia, ale szybko załapałem dobry kontakt ze wszystkimi i  po pierwszym roku zdecydowałem się jeszcze zostać. Przed tym sezonem już jednak zakomunikowałem trenerowi że to będzie mój „Ostatni taniec”. Pomimo tego że namawiał mnie  przez ostatnie pół roku na kolejny sezon to wytrwałem w swoim wcześniejszym postanowieniu. Jedynie żałuję że nie zakończył się on w normalny sposób…

– Twoja kariera hokejowa to także występy reprezentacyjne. Który mecz, turniej wspominasz najmocniej?

– Gra w kadrze i możliwość występów z orzełkiem na piersi była zawsze na pierwszym miejscu i tak naprawdę to każdy mecz i turniej był ważny i jest warty wspominania. Rywalizacja o miejsce w składzie była zawsze duża i bardzo się cieszę że mogłem przez tyle lat brać udział w praktycznie każdym turnieju na przestrzeni tych lat. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to wspomnę kilka (w tej kwestii to najlepszy jest Mariusz Chyła bo on to pamięta chyba każdy nasz występ!). Z tych dobrych to występ z Holandią i Hiszpanią na Mistrzostwach Europy w Lipsku, choć zakończone minimalnymi porażkami. Miło też wracam do wygranej nad Koreą na Champions Challenge 2012 w Argentynie podczas mojego setnego występu. Słodko-gorzki był zremisowany mecz towarzyski z Niemcami w którym po jednej z akcji dostałem piłką w brodę i straciłem części zębów. Mecz dograłem a, Niemcy strzelili z rogu już po czasie jeśli dobrze pamiętam.

Pamiętam też mecz podczas mojego ostatniego turnieju World League przeciwko Australii. Miałem zagrać drugą połowę zmieniając Macieja Pacanowskiego. Ten bronił w tym meczu jak w transie i Australijczycy długo nie mogli odskoczyć na dwubramkowe prowadzenie. Wiedziałem że szansa na mój występ z minuty na minutę maleje. Udało się wejść na ostanie kilka minut.

Niesamowitym wrażeniem było owacje na stojąco dla nas od Holenderskich kibiców podczas Halowych Mistrzostw Europy w Eindhoven kiedy to jako pierwsza drużyna w historii pokonała Niemców w hali. Co prawda zrewanżowali się wygrywając z nami w finale, ale wynik poszedł wtedy w świat.

Jeśli chodzi z kolei o turnieje to najmilej wspominam moje pierwsze Mistrzostwa Europy w Barcelonie w 2003 roku. Mało brakowało, a awansowalibyśmy wtedy do półfinałów. Ostatniej zimy podczas pobytu na obozie przygotowawczym z klubem graliśmy sparing na tym samym kompleksie i wysłałem mojemu wieloletniemu kumplowi z pokoju, Mirkowi Kluczyńskiemu zdjęcia z tego miejsca.

Tym jednak najbardziej udanym i wartym podkreślenia jest srebrny medal Halowych Mistrzostw Świata w Poznaniu. Pomimo tego że byłem na tym turnieju drugim bramkarzem to ciarki miałem za każdym razem kiedy pojawialiśmy się na hali. Mariusz bronił rewelacyjnie i bezapelacyjnie dostał nagrodę za najlepszego bramkarza turnieju, a dodatkowo Sarna zgarnął nagrodę za najlepszego zawodnika. Zresztą wszyscy zawodnicy zasługują na duże słowa uznania za to co zrobili w tym turnieju. Do tego fajnie było grać dla takiej publiczności która niosła wtedy niesamowicie.

– Nie masz zamiaru rozstawać się z hokejem. Jakie są Twoje plany na najbliższą przyszłość?

Hokej to jest to w czym siedzę przez zdecydowaną większość swojego życia i tak naprawdę niewiele poza tym umiem. Jak wspominałem wcześniej od 2007 roku zacząłem pracować jako trener drużyn młodzieżowych oraz trener bramkarzy. Z czasem zacząłem skupiać się tylko na treningach specjalistycznych z bramkarzami. Od 5 lat współpracuję z Goalie Works, której założycielem i współwłaścicielem jest Pirmin Blaak. Kilka lat temu założyłem też swoją firmę i w jej ramach daję treningi bramkarskie w wielu klubach. Moimi podopiecznymi są bramkarze w różnym wieku od dzieci przez seniorów po weteranów i na różnym poziomie od początkujących po poziom Hoofdklasse. Także na pewno chcę się tej drogi trzymać. Dwa sezony temu zaproszony zostałem  do współpracy przez Piotra Mazanego w roli jego asystenta. Było to dla mnie wtedy zupełnie nowe doświadczenie (jako czynny zawodnik) na poziomie seniorskim i nie wykluczam że w przyszłości jeszcze bym do tego wrócił.

Także na szczęście na brak wolnego czasu nie mogę narzekać. No chyba, że wróci COVID-19.

Rozmawiał Mateusz Gotz / fot: materiały zawodnika

Mateusz Gotz

Pasjonat hokeja, który w hokeja zaczął grać bardzo późno z marnymi efektami. Sokół Warszawa, Lipno Stęszew. Twórca największego portalu o hokeju na trawie w Polsce czyli... Prohokej.pl.

REKLAMA

[adrotate banner="3"]
[adrotate banner=”3″]

o Prohokej

Prohokej.pl logo

Prohokej.pl to pierwszy portal na temat hokeja na Trawie w Polsce, który sukcesy świecił na początku XXI wieku. Po kilku latach przerwy wracamy w nowej odsłonie, aby popularyzować nad Wisłą tę piękna dyscyplinę sportu.

Prohokej © 2020. Wszelkie prawa zastrzerzone